Holandia – Belgia – gdy cały świat kwitnie

Zimowe deszcze od kilku miesięcy robią miejsce promieniom słońca. W efekcie cała okolica zaczyna powoli budzić się do życia. Holenderskie niziny wyglądają tak, jakby ktoś polał je farbą. Z kolei Belgia pachnie tak, jak najpiękniejsze kwiatowe perfumy. Wszystko wzięło swój początek w Lejdzie.

W roku 1594 Carolus Vlusius – botanik – zasadził w ogrodach uniwersyteckich pierwsze cebulki tulipanów. Były one przywiezione z terenów współczesnej Turcji. Kwiaty bez trudu się przyjęły. W mig stały się tak popularne, że Hortus Botanicus był nieraz plądrowany przez miłośników tych pięknych roślin. Tak rozpoczęła się wspaniała moda, która nie przeminęła do dnia dzisiejszego. Już trzy dekady później za jedną cebulkę tulipana można było zakupić dom położony nad biegnącym przez Amsterdam kanałem. Kwiaty były obecne na dworach monarchów oraz bogatych kupców. To również w tym czasie cebulki zostały zaatakowane przez tajemniczy wirus, który sprawił, że pojawiły się niespotykane do tej pory kolory oraz płatki o poszarpanych brzegach.

Możni Amsterdamu byli w stanie zrobić wszystko, aby tylko znaleźć się w posiadaniu najpiękniejszych okazów. Tulipany były sprzedawane na giełdzie. Te najbardziej znane cieszyły się tak wielką popularnością jak akcje, które właściciele decydują się nabywać i sprzedawać nawet kilka razy dziennie, osiągając na skutek spekulacji naprawdę wysokie ceny. Można było wówczas sądzić, że kwiatowe szaleństwo będzie trwało wiecznie. W zimie 1673 roku tulipanowa bańka pękła. Doszło do drastycznego załamania się rynku. Ceny cebulek mocno się zmniejszyły, a wielu kupców musiało przełknąć utratę swoich fortun. Tulipomania na jakiś czas przybrała postać fobii.

XVII – wieczna katastrofa sprawiła, że tulipanowa gorączka już nigdy nie wróciła do poprzednich rozmiarów. Mimo to kwiaty już na zawsze weszły do holenderskiej kultury, stanowiąc jej naprawdę istotny element. Doskonałym tego potwierdzeniem są kwiatowe parady, które określa się mianem bloemencorso. Odbywają się one w holenderskich miasteczkach. Ta najsłynniejsza ma miejsce w kwietniu i wiedzie przez Region Bulw, który ciągnie się od Noordwijk aż do Haarlem. Czterdzieści dwa kilometry to trasa pokonywana przez ruchowe rzeźby oraz samochody udekorowane milionem kwiatów.

Zobacz również